Do zdobycia nagrody dla przedsiębiorczych Polek. Za zwycięstwo nad koronawirusem

Do zdobycia nagrody dla przedsiębiorczych Polek. Za zwycięstwo nad koronawirusem

autor: Konrad Wojciechowski

Wiele kobiecych biznesów nie poradziło sobie z pandemią. Ale wielu udało się wyprowadzić firmę na prostą, zmienić jej model biznesowy, odzyskać rentowność. Dziesięć firm prowadzonych przez najbardziej przedsiębiorcze kobiety otrzyma w ramach funduszu Pantene Power of Us, nagrodę finansową i wsparcie promocyjne, aby ich biznes mógł nadal rozkwitać.

Sieć Przedsiębiorczych Kobiet razem z marką Pantene chcą docenić najbardziej zaradne polskie przedsiębiorczynie, które nie padły ofiarą pandemii i w tym trudnym czasie nie tylko nie zawiesiły działalności, ale wymyśliły swoją firmę na nowo. Kto wygra nagrody – granty finansowe w wysokości 14 400 zł?

SPK i Pantene wybiorą dziesięć laureatek spośród firm zgłoszonych do konkursu Power of Us. Aplikować może każda bizneswoman. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest prowadzenie działalności, która posiada przed sobą ciekawe perspektywy biznesowe. Zgłoszenia można nadsyłać do 24 lipca.

Szczegóły dostępne są TUTAJ.

Rozmowa z Katarzyną Wierzbowską, prezeską zarządu Sieć Przedsiębiorczych Kobiet

Czym jest Sieć Przedsiębiorczych Kobiet?

To organizacja działająca w formie fundacji. Powstała w wyniku obserwacji, że kobiety na rynku pracy mają gorzej niż faceci. Za Siecią stoją dwie fundatorki: Dorota Czekaj i ja. Każda z nas ma za sobą spore doświadczenie zawodowe: na etatach, w korporacjach. Gromadziłam historie pracujących kobiet, jak los się z nimi obchodził – często gorzej niż z mężczyznami. Sama zostałam zwolniona z pracy, dlatego że urodziłam dziecko i mój młody amerykański szef tego nie rozumiał. My, kobiety, jesteśmy wykształcone, sprawcze, sprawdzamy się na wielu frontach, pracujemy wielozadaniowo, zajmujemy się z dziećmi i potrafimy godzić różne role, a tymczasem im bardziej zawodowo idziemy w górę, tym jest nas mniej. Tak jest w życiu publicznym, nauce, biznesie, startupach. Zaczęłam drążyć ten temat i uznałam, że warto stworzyć oddolną inicjatywę, czyli zawiązać społeczność dla kobiet. Siedem lat temu założyłam na Facebooku profil Sieć Przedsiębiorczych Kobiet. Powstał kanał karmiony różnymi treściami: o sukcesach kobiet w biznesie, o budowaniu ścieżki zawodowej, o godzeniu ról macierzyńskich, rodzinnych i zawodowych. Odbiór był bardzo pozytywny: "Super, czekałyśmy na taką inicjatywę".

Jaka jest rola tej społeczności?

SPK ma misję i chęć, aby kobiety były sprawcze, niezależne, brały swój zawodowy los we własne ręce. Dlatego pielęgnujemy przedsiębiorczość wśród kobiet, czyli gotowość do decydowania o sobie i planowania ścieżki kariery zawodowej.

Świat się cały czas zmienia i nie jest tak, że zdobywamy zawód na całe życie, tkwiąc w jednej i tej samej pracy. Rzeczywistość pędzi do przodu i wymusza na nas reorientację zawodową, nabywamy więc nowych umiejętności, bo nasz dotychczasowy zawód przestaje pasować do warunków rynkowych. Uczymy się czegoś nowego, co jest świetną sprawą, ale to komplikuje życie, bo trzeba zadawać sobie pytania: co dalej? Kobiety często są bardzo samokrytyczne, kwestionują własne umiejętności, brakuje im wiary w siebie. Po to m.in. powstała nasza społeczność, aby tę wiarę przywracać. Na Facebooku polubiło nas już prawie 35 tys. osób. Ale nie chciałyśmy zakładać organizacji, w której się płaci składki albo do której trzeba się zapisać. To luźna struktura. W Sieci się jest, jeśli polubiło się nasz profil albo jeśli przychodzi się na nasze wydarzenia. Tworzymy nieformalną społeczność.

Kogo Sieć bierze pod swoje skrzydła, kto może tutaj znaleźć miejsce dla siebie?

Naszą grupą docelową są kobiety, które chcą pracować i pracują, niezależnie od tego, gdzie to robią. Albo chcą wrócić na rynek pracy, bo miały przerwę z powodu przerwy macierzyńskiej. Mamy się wspierać. Kobieca solidarność polega na pomaganiu sobie w torowaniu ścieżek. Bardziej doświadczone kobiety mogą podpowiadać mniej doświadczonym, a młodsze ­– starszym, które potrzebują tutorów w odczarowaniu nowych technologii. Nasza społeczność balansuje między onlinem a offlinem, bo okazało się, że potrzebujemy się spotykać. Zaczęłyśmy więc organizować konferencje czy regularne śniadania. Była okazja do wymiany myśli, rozmowy o rynkowych trendach, a w ślad za tym potworzyły się podgrupy: dały o sobie znać kobiety, które prowadzą własne biznesy i chciałyby je rozwijać lepiej; ujawniła się grupa bardzo doświadczonych pań, gotowych pomóc, podpowiadać i zagospodarować własny potencjał zawodowy, dlatego zaprosiłyśmy je do roli mentorek biznesowych; w końcu mamy dziewczyny, które chciały rozwijać swoje firmy i takie, które mogą inwestować w ich startupy. Przysłuchiwałyśmy się tym wszystkim potrzebom i tak powstawały programy akceleracyjne dla naszych sieciowych partnerek.

Jakie na przykład?

Jednym z takich programów był projekt "Biznes w kobiecych rękach" – uszyty na miarę kobiet, które miały pomysł na biznes, ale nie bardzo widziały, jak go zrobić, od czego zacząć. Albo chciały założyć firmę, ale wszyscy im odradzali. To program, do którego zgłaszają się kobiety z pomysłem na własną działalność. Przechodzą mnóstwo kursów, biorą udział w wykładach i warsztatach i chłoną całą wiedzę zogniskowaną wokół przedsiębiorczości: jak stworzyć model biznesowy, jak promować marki w mediach społecznościowych, ale też dowiadują się o różnych aspektach prawnych i księgowych prowadzenia własnego biznesu. Chodzi o to, aby zdobyły warsztat, uzupełniały wiedzę. Co roku mamy 300–400 kandydatek, które obsadzają 60 miejsc w programie.

Sieć wspiera kobiety, ale nie jest organizacją, która realizuje wyłącznie ich potrzeby emancypacyjne?

Nie znajdzie tu pan hard feminizmu. Sieć rozpościera klosz nad kobietami, jest inkubatorem przedsiębiorczości. Z "Biznesu w kobiecych rękach" wyszło przeszło 270 firm, z czego na rynku dalej działa 220. Przeżywalność naszych przedsiębiorstw jest o połowę większa niż tych, o których mówią statystyki. Jeśli tylko 50 proc. zakładanych firm dożywa pierwszego roku, to u nas 80–90 proc. Przy czym jesteśmy otwarte na różne modele biznesowe. Nie uważamy, że jedynie startupy technologiczne mają rację bytu. Stawiamy też na firmy działające w tradycyjnych modelach biznesowych tj. studia fotograficzne, biura rachunkowe, firmy produkujące odzież, zabawki czy pościel.

Wiele powstających firm szybko upada. Czy ta prawidłowość rynkowa dotyczy także kobiecego biznesu?

Trudności w utrzymaniu firmy wynikają z różnych rzeczy. Czasami koncept biznesowy jest niedopracowany. Ktoś zaczyna działalność, bo słyszał, że może dostać dotację. A później przejada tę dotację. Dlatego kładziemy duży nacisk na edukację kobiet: gdzie szukać klientów; jak tworzyć partnerstwa; co uczynić źródłem przychodów; jak układać strukturę kosztów i jak je zoptymalizować, aby nie były przeszacowane; jak sobie poradzić ze startem i utrzymaniem działalności w pierwszym roku; skąd sięgać po dofinansowanie. Wiele kobiet uważa, że nie da sobie rady, że to za trudne, że się na tym nie zna. A to nieprawda. To sztuczne bariery. Kobiety są z natury zbyt ambitne i krytyczne w stosunku do siebie. W Sieci wspieramy ich wysiłki. W naszym akceleratorze wiele pań wymienia się produktami i usługami: w barterze albo za gotówkę. W ten sposób testują swój biznes, szlifują know-how. A później wchodzą na rynek i mają już referencje biznesowe od 10–15 firm, co z tego, że są nimi koleżanki, które też biorą udział w tym samym programie? To dobrze wygląda w CV i to się właśnie liczy. Jedna firma księgowa z naszej Sieci może obsługiwać kilka firm, fotografka zrobi wszystkim profesjonalne zdjęcia, a dziewczyna, która zakłada strony internetowe, pomoże i sobie, i innym. A później te kobiety razem wystawiają się i promują na targach, wykupują jedno stoisko, rozdają wspólne materiały.

Dopiero ledwo co otrząsamy się w pierwszej fali pandemii koronawirusa, bo nasza gospodarka stopniowo się odmraża. Jak COVID-19 zmienił kobiecy biznes w Polsce?

COVID trochę zdegradował pozycje kobiet. Cofnął pewne zmiany cywilizacyjne i emancypacyjne. Wszyscy zostaliśmy w domach, ale doszła do tego kwestia edukacji zdalnej dzieci, organizowania życia domowego, zapewnienia aprowizacji, konieczności gotowania, sprzątania, łagodzenia konfliktów między domownikami. To wszystko w dużej mierze obciążało kobiety, które zyskały wiele dodatkowych ról. A jeszcze na koniec (albo na początek) musiały pracować zawodowo.

Jak zareagowały polskie bizneswoman?

Tuż przed wybuchem pandemii stworzyłam projekt Womenomics. To miała być koalicja na rzecz większej obecności kobiet w gospodarce i duża konferencja. Udało się pozyskać do tego pomysłu duże firmy, administrację centralną, organizacje pozarządowe. I to niestety legło w gruzach, bo w obliczu pandemii, projekt stracił sens. Patrzyłam z przerażeniem, jak rozsypuje się nasz rynek w pierwszych dwóch tygodniach zamrożenia gospodarki. Po chwili bezradności i strachu zmobilizowałyśmy się do działania i postanowiłyśmy zbadać jaki był wpływ pandemii na firmy z ekosystemu Sieci Przedsiębiorczych Kobiet. Zrealizowałyśmy badanie ankietowe "Moja firma w czasie COVID”. Aż 86 proc. ankietowanych powiedziało, że COVID negatywnie albo nawet bardzo negatywnie odbił się na ich biznesach. A tylko 7 proc. ankietowanych odpowiedziało, że COVID wywarł na nie wpływ pozytywny lub bardzo pozytywny, mobilizując do błyskawicznej transformacji cyfrowej, wdrażania nowych pomysłów i produktów, przenoszenia działalności do online’u. Udało się zidentyfikować branże, które najbardziej ucierpiały: drobne usługi; handel, poza spożywczym; gastronomia, turystyka i branża eventowa. Ten zły wpływ manifestował się spadkiem obrotów, zamknięciem kanałów sprzedaży, brakiem ciągłości produkcji. Trzeba było zwalniać pracowników, zawiesić lub zamknąć firmę, redukować etaty, ale też koszty nieosobowe oraz ograniczać pensje. Kobiety wykazywały strach o kondycję swoich firm. Ale zaczęły też pojawiać się głosy, że mimo złej sytuacji ekonomicznej jakoś sobie radzą i że przyszedł po prostu czas na weryfikację strategii biznesowej.

Które z tych firm wygrały na pandemii?

Wygranymi są firmy technologiczne, które działają online i opierają swój model biznesowy na transakcjach zawieranych w internecie. Ale wśród wszystkich startupów o takim profilu firm kobiecych jest zaledwie 12–13 proc. – tak wynika z raportu fundacji Startup Poland. Pechowo więc te biznesy kobiece lokują się często w branżach nienowoczesnych, nietechnologicznych i z tego powodu są istotnie dotknięte pandemią.

Dlatego powstał projekt "Power of us", który ma pomóc wyjść im z rynkowego impasu?

Zgłosiła się do nas firma - Procter&Gamble. To wiodący producent szamponów do włosów. Usłyszałyśmy, że w tym trudnym czasie marka Pantene chciałaby wesprzeć kobiety prowadzące własny biznes w Polsce. Przedstawicielki marki zwróciły się do Sieci z pytaniem, czy możemy pomóc znaleźć przedsiębiorcze kobiety zahartowane zawodowo przez koronawirusa. Marka Pantene postanowiła przekazać pieniądze biznesom, które wytrzymały próbę sił. To świetna inicjatywa, więc zaproponowałyśmy organizację konkursu: wybierzmy laureatki, promujmy je i niech to będzie inspirujące dla wielu innych przedsiębiorczyń. Dawać granty, pomagać, ale nie upadającym biznesom, tylko tym, które mogą przetrwać. Potrzeba dobrych przykładów na rynku, bo tych brakuje. Propozycja była taka: niech ten fundusz będzie rodzajem nagrody za innowacyjność w czasach COVID, premiującym firmy, które sobie nadzwyczaj dobrze poradziły. To mogą być przedsiębiorstwa, które szybko przestawiły produkcję na robienie maseczek czy płynów do dezynfekcji. Ale też takie, które zmieniły model biznesowy. Mamy w organizacji panią od produkcji luksusowych kołder z alpaki. Jak nastał COVID, jej rynek kompletnie się posypał. Dostawcy na całym świecie przestali odbierać telefony, bo ratowali własne biznesy i ona była de facto zmuszona zmienić modem biznesowy z B2B na B2C i za pomocą e-commerce zaczęła szukać nowych dostawców na swoje produkty. Inna kobieta nie mogła się zebrać, aby postawić sklep internetowy, a pandemia przyspieszyła jej biznes i taki sklep powstał w ciągu dwóch tygodni, bo COVID zastał ją w Azji i udaremnił powrót do Polski, przez co zmobilizował do kreatywnego działania.

W konkursie "Power of us" nie ma jednej zwyciężczyni – jest dziesięć wyróżnionych. Czy nie lepiej było wyłonić jedną liderkę?

Ten konkurs nie ma wygranych ani przegranych. Start w konkursie już dowodzi odwagi, chęci pochwalenia się tym, czego się dokonało, jest też demonstracją przynależności do tej kategorii biznesów, które przezwyciężyły paraliż i niemoc, nie padły ofiarą pandemii. Nagrody są ważne, ale konkurs ma również wymiar społeczny. Chcemy pokazać kobiece biznesy z różnych kategorii produktowych, poszukać przedstawicielek wielu branż, aby konkurs miał też walor edukacyjny dla innych.

Pieniądze to nie wszystko, prawda?

Tak, nagroda to jedno. A nagłośnienie tych firm w mediach społecznościowych i tradycyjnych oraz towarzyszące temu działania promocyjno-reklamowe – to drugie. I jedno, i drugie jest tym biznesom bardzo potrzebne.