Świat zatrzymał nas w domach, ale nie zatrzymał marzeń

Świat zatrzymał nas w domach, ale nie zatrzymał marzeń

autor: Agnieszka Pruszkowska-Jarosz

Kontakt online, na który musieliśmy się przestawić w czasie pandemii, to była spora bariera. W poznawaniu marzeń potrzebna jest bezpośrednia interakcja między wolontariuszem a marzycielem. Nie chcieliśmy i nie mogliśmy jednak przestać działać – mówi Karolina Adamska-Woźniak, prezeska Fundacji Mam Marzenie, która w najtrudniejszym momencie postawiła na nowe pomysły m.in. "Domową Akademię Marzeń" i "Rozmowy Bardzo Inspirujące".

Fundacja Mam Marzenie jest niezwykła z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze spełnia marzenia chorych dzieci, pod drugie jej wolontariusze oraz cały zarząd pracują zupełnie za darmo. – Wtedy idea, którą niesiemy, jest naprawdę czysta – mówi prezeska fundacji Karolina Adamska-Woźniak.

Inicjatorem i założycielem Fundacji Mam Marzenie jest Piotr Piwowarczyk. To Polak, który od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych i od wielu lat sam jest wolontariuszem fundacji Make a Wish – międzynarodowej organizacji charytatywnej, która spełnia marzenia dzieci. Postanowił podobną ideę zaszczepić w Polsce. Jednak podkreślić należy, że Fundacja Mam Marzenie nie jest filią amerykańskiej. Jedyne co je łączy to cudowna filozofia spełniania pragnień i pomagania najmłodszym.

Karolina Adamska-Woźniak działa w poznańskim oddziale fundacji od samego jej początku, czyli już od 16 lat. Konkretny impuls serca, by nieść pomoc potrzebującym, pojawił się w niej między obroną pracy magisterskiej a rozpoczęciem studiów doktoranckich.

Dziś jest doktorem nauk medycznych w zakresie biologii medycznej. Na co dzień pracuje w dużej korporacji. Jednocześnie od 6 lat jest prezeską Fundacji Mam Marzenie. I jak twierdzi, jest szczęśliwa. Swoim optymizmem, ciepłą aurą i empatią rozkochuje w sobie rozmówców.

O fundacji mogłaby opowiadać godzinami. Z zapałem, z ekspresją, z niezwykłą pasją. Każde spełnione marzenie, jak zaznacza, dodaje jej skrzydeł i energii do działania.

Przez kilkanaście lat działalności fundacja spełniła prawie 6 tys. marzeń. Działa w 16 miastach w całej Polsce. Skupia 400 wolontariuszy.

W ostatnim czasie Karolina Adamska-Woźniak została wyróżniona – jako jedna z dziesięciu finalistek w konkursie "Power of Us" organizowanym przez markę Pantene oraz Sieć Przedsiębiorczych Kobiet. Konkurs został stworzony dla pań, które prowadzą firmy, fundacje, stowarzyszenia i które w czasach kryzysu pandemicznego wprowadziły nowe rozwiązania, innowacyjne narzędzia, dzięki czemu ich firmy, organizacje przetrwały i funkcjonują z sukcesem.

Agnieszka Pruszkowska-Jarosz: Fundacja Mam Marzenie funkcjonuje na pełnych obrotach. Nadchodzi połowa marca i lockdown. Co okazało się największą trudnością w funkcjonowaniu fundacji podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa? 

Dr Karolina Adamska-Woźniak: Nasza fundacja ma cztery kategorie marzeń: pierwsza – chcę coś dostać, druga – chcę gdzieś pojechać, trzecia – chcę się z kimś spotkać i czwarta – chcę się kimś stać.

Niestety, w czasie pandemii zmuszeni byliśmy bardzo mocno ograniczyć nasze działania – tak bowiem wynikało z dyrektywy rządowej. Jednak nie chcieliśmy się zamknąć i dlatego postanowiliśmy przenieść nasze działania do świata online, co nie było takie łatwe.

W świecie tym bardzo dobrze odnajdują się młodzi ludzie, ale starsi wolontariusze już niekoniecznie. W poznawaniu marzeń potrzebna jest bezpośrednia interakcja między wolontariuszem a marzycielem, bycie ze sobą, obok siebie. To rozmowa, porysowanie kredkami, poukładanie klocków czy cokolwiek innego. Kontakt online to była czasami spora bariera. Nie chcieliśmy jednak pauzować i mimo że świat zatrzymał nas w domach, to nie zatrzymał marzeń. Nie zatrzymał też niestety chorób małych dzieci.

Postawiliśmy więc na spełnianie marzeń typowo materialnych. Za pomocą kuriera, przesyłki czy po prostu za pośrednictwem wolontariusza dostarczaliśmy pięknie opakowane prezenty -marzenia do domów dzieci. Zachowywaliśmy oczywiście wszystkie środki ostrożności.

Sama wzięłam udział w spełnieniu marzenia mojej marzycielki. Każdy wolontariusz od czasu do czasu ma swojego podopiecznego. Ja też miałam. Moja marzycielka również otrzymała ode mnie prezent.

Czy małe przedsiębiorstwo, firma, fundacja jest w stanie się zabezpieczyć na wypadek kryzysu? 

Nikt chyba nie jest w stanie zabezpieczyć się na taką sytuację, jaką mamy teraz. To działa raczej na zasadzie – coś się dzieje, to reagujemy. My jako fundacja jesteśmy w dobrej sytuacji, bo nie mamy etatów i mamy komfort finansowy. Gdy nie ma pieniędzy, nie musimy nikogo zwalniać. Martwimy się jedynie niemożnością spełniania marzeń i trudną sytuacją finansową naszych stałych partnerów.

To oni bowiem są naszym wsparciem finansowym i jeśli u nich jest kiepsko, to automatycznie u nas także. Największym naszym partnerem jest Biuro Podróży Itaka. Zastanawiamy się, co z nimi, jak sobie radzą i jak to wszystko organizują, wszak wyjazdy i wakacje podróżujący ograniczyli do minimum.

My chcemy, by im było dobrze, bo jeśli im będzie dobrze, to nam i naszym marzycielom także. Jako fundacja jesteśmy taką platformą, na którą wrzuca się środki od tych, którzy posiadają umiejętności zarabiania dużych pieniędzy i przekazujemy je tym, którzy ich potrzebują.

Stałymi partnerami są także Lidl, Coccodrillo czy Recman, który szyje genialne garnitury dla mężczyzn. To właśnie ta marka od wielu lat wykonuje maleńkie muszki, z których dochód przekazuje na fundację. Dzięki nim spełniamy wiele dziecięcych marzeń.

Mamy też takich sponsorów, którzy pojawiają się na chwilę, na spełnienie jednego marzenia. Bo na przykład ktoś wejdzie na stronę, zobaczy marzenie i zapika mu serce – bo zna kogoś, kto może je spełnić albo ma kontakt z osobą, z którą marzyciel chce się spotkać albo wie, że jego firma ma zamiar zakupić komputery dla pracowników i postanawia zachęcić szefostwo do zakupu jednego, dodatkowego dla malucha. Cieszymy się, gdy ma miejsce taki poryw serca. I co bardzo nas cieszy, taki partner zazwyczaj zostaje z nami na dłużej.

Jakie cechy charakteru pomogły Pani przetrwać biznesowy zastój? 

Myślę, że to głównie wiara w to, że będzie dobrze. To nawet nie cecha charakteru, ale coś co jest bardzo ładnie określone w języku angielskim jako "mindset". To układ naszych cech duszy, postrzegania świata oraz wiara w to, że będzie dobrze. To także szukanie rozwiązań. To trudne, ale możliwe. Każdy z nas może w ciągu 3 sekund znaleźć milion trudności. I to jest proste. Ale nastawianie się na wysiłek, pozytywne myślenie i szukanie pomysłów jest często karkołomne. Jednak wiem, że warto.

Jednym z kryteriów udziału w konkursie Pantene Power of Us było wdrożenie w firmie nowych rozwiązań oraz innowacyjnych narzędzi, które umożliwiły dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Jakie działania podjęła Pani, żeby przetrwać kryzys związany z pandemią? 

Jak już wspomniałam, jednym z elementów naszego funkcjonowania było przeniesienie się do internetu. Drugim elementem, na którym się skupiliśmy – to zrobienie wszystkiego, by świat o nas nie zapomniał. W okresie kryzysu wszyscy zamknęli się w domach, byli zamrożeni chyba na każdym polu swojego życia i oczywistym było, że datki dla nas też uległy drastycznemu obniżeniu. Mimo to pokazaliśmy światu, że istniejemy. Przygotowaliśmy fenomenalny projekt – "Domowa Akademia Marzeń". W jego ramach wolontariusze, u których też zauważalny był spadek motywacji, nagrywali filmiki o tym, jak pożytecznie spędzić czas z dzieckiem. Były więc instrukcje dotyczące rękodzieła, wycinanek albo ciekawych i inspirujących zabaw.

Przygotowaliśmy także projekt, podczas którego zachęcaliśmy znane osoby do przeczytania "Małego Księcia". Bardzo mocno zaangażowała się w to nasza ambasadorka Małgosia Kożuchowska. Sama przeczytała pierwszy rozdział i poprosiła swoich kolegów z branży o dołączenie do akcji.

Trzecim naszym pomysłem było wprowadzenie cyklu "Rozmowy Bardzo Inspirujące". Udział w nim wzięli wolontariusze, marzyciele, sponsorzy, osoby wokół nas, które miały do przekazania interesujące myśli. Wszystko po to, by tchnąć dobrą energię w tych, którzy są z nami, a także tych, którzy śledzą nas w mediach społecznościowych.

Czy miała Pani wcześniejsze doświadczenia we wdrażaniu strategii kryzysowych we własnej firmie?

Nie mieliśmy nigdy tak kryzysowych sytuacji. Czasami, jak wszędzie, zdarzają się jakieś drobne konflikty między ludźmi, ale to jest normalne. Każdy z nas ma swoje poglądy, różne wizje na prowadzenie fundacji, ale wszyscy pamiętamy, że mamy nadrzędną misję, która daje nam drogowskaz.

W biznesie, prowadzeniu własnej firmy niezwykle ważna jest pewność siebie, pewność podejmowanych działań, decyzji. Co Pani daje taką pewność siebie na co dzień?

Myślę, że to nasza idea i misja, którą mamy – spełnianie marzeń. I to dodaje nam pewności siebie. Jeśli na przykład idę do partnera czy sponsora, to mam na sobie "ciężkie buty", które osadzają mnie na ziemi i jestem w stanie prowadzić bardzo merytoryczne rozmowy. Wiem przecież, o co się staram. I wiem, jaką wartość dodatnią potrafi dać sponsorowi czy darczyńcy wejście w taką akcję. To idea czysta i piękna, bo w żaden sposób nie przysłonięta strategią biznesową.

Z badania przeprowadzonego w ubiegłym roku na 3 tysiącach pań, na trzech kontynentach – przez wydział psychologii Uniwersytetu Yale i we współpracy z marką Pantene wynika, że największy wpływ na poczucie siły i dobre samopoczucie kobiet mają ich włosy. Fryzura jest dla pań ważniejsza niż dobry ubiór, nieskazitelna cera czy odpowiedni makijaż. To też dodaje tej "biznesowej pewności siebie"?

Jednej kobiecie pewność siebie dadzą paznokcie, drugiej idealna fryzura, jeszcze innej czyste buty albo spójność wartości. U nas w fundacji mamy zielone koszulki, to właśnie z nimi się kojarzymy. Jednak sama koszulka nie jest tym samym, co koszulka założona na kogoś, kto wierzy w daną ideę.

Wracając do pytania – sama lubię być zadbana zewnętrznie, ale także wewnętrznie. To musi współgrać. Nie chciałabym być nigdy postrzegana jako osoba powierzchowna.

Na co planuje Pani przeznaczyć nagrodę w konkursie Pantene Power of Us? W czym pomogły te środki, jak z perspektywy czasu ocenia Pani konkurs i otrzymaną pomoc?

U nas w fundacji wszystko jest proste. Jeśli dostajemy pieniądze, to zazwyczaj w 100 procentach, może w 99 procentach, przekazujemy je na spełnianie marzeń. Jako fundacja musimy opłacić wykonane przez nas telefony, przekazy, przesyłki. Zawsze to są jakieś koszty i tego nie da się uniknąć. Ale działamy zawsze zerojedynkowo – ty wpłacasz, my przekazujemy.

Spełnienie marzeń ma wnieść w życie dziecka i jego rodziny radość, a przez to siłę do walki, ma też dać nadzieję dziecku na to, że któregoś dnia spełni się jego największe pragnienie – bycie zdrowym. Czy "terapia" rzeczywiście przynosi efekty?

Tak, terapia przynosi efekty. Jeśli jesteśmy szczęśliwi, to zupełnie inaczej funkcjonujemy. Jeśli widzimy, że świat zewnętrzny przychodzi nam z pomocą, to też czujemy się inaczej. Jeśli widzimy, że ktoś troszczy się o nasze marzenie, to zaczynamy wierzyć, że wszystko jest możliwe.

Jednak spełnianie marzeń ma jakikolwiek sens, gdy marzenie płynie prosto z serca. I to wciąż powtarzam rodzicom maluchów. Czasami zdarzają się sytuacje, że rodzice widzą w fundacji organizację od laptopów czy od wielkich telewizorów. I wtedy to się mija z celem. Bo nie chodzi o samą konkretną rzecz, ale o to, by dziecko uwierzyło, że to, czego pragniemy, może się spełnić. Także to największe marzenie – bycie zdrowym. Zawsze powtarzamy, że fundacja jest od małych marzeń, od dużych i najważniejszych są inni wolontariusze – lekarze.

Specjaliści często powtarzają, że siła do walki często leży w naszej głowie. Chodzi o to, że równie ważna jak leczenie, jest nasza motywacja i pozytywne myślenie. Jak więc według Pani znaleźć taką siłę w momencie, gdy jesteśmy chorzy i słabi fizycznie?

To jest trudne. I nie ma się co oszukiwać, że jeśli ktoś powie – pomaluj swój świat – to on się takim stanie. Nie stanie. Także słowa – nie martw się, wszystko będzie dobrze – kierowane do nastolatki, która marzy, by być piękną i to w momencie, gdy traci włosy lub jest cała opuchnięta od sterydów, czasami może przynieść skutek zupełnie inny od zamierzonego. To słowa banały. Jedyne co możemy zrobić, to nie mówić, tylko działać. Zamiast radzić – uśmiechnij się, nie martw się, trzymaj się, będzie dobrze – należy zrobić coś, żeby ten uśmiech na twarzy chorego dziecka sam się pojawił. To ogromna różnica.

Jak Pani ocenia opiekę nad ciężko chorymi osobami (nie z powodu COVID-19 i niekoniecznie w czasie pandemii) sprawowaną przez polską służbę zdrowia?

Mam wrażenie, że jest coraz lepiej. Kilkanaście lat temu podejście holistyczne było totalną egzotyką w naszej służbie zdrowia. Kiedyś było tak, że gdy bolało kogoś biodro, to leczono tylko biodro, a jak bolały plecy, to skupiano się tylko na tym konkretnie obszarze ciała. Teraz wielu lekarzy rozumie, że ludzie składają się nie tylko z części cielesnej, ale także duchowej, emocjonalnej, która ma bardzo duży wpływ na organizm.

Pamiętam jedno z marzeń. Chłopczyk z chorobą nowotworową otrzymał prezent – wyjazd do Legolandu. Lekarz wyraził zgodę, ale najwięcej obaw miała mama marzyciela. Zastanawiała się, czy pozwolić mu zjeść frytki, wypić colę i pobawić się tam, gdzie miał ochotę. Bała się, że wszystko to mu zaszkodzi. Mimo to pozwoliła na jednodniowe szaleństwo, tak na 100 procent. Po powrocie wykonano mu wszystkie badania i okazało się, że wyniki krwi były najlepsze w trakcie jego całej choroby. To pokazuje, że sfera ducha bardzo mocno działa. Jeśli jesteśmy szczęśliwi, to całkiem inaczej przebiega proces leczenia i z inną siłą stajemy do walki.

Czy po ustaniu pandemii fundacja zamierza wprowadzić nowe rozwiązania, by przygotować się np. na kolejny ewentualny lockdown?

Co roku Fundacja Mam Marzenie organizuje wielką charytatywną galę. Zawsze odbywa się w połowie grudnia w przepięknej scenerii auli Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu i połączona jest z magią świąt. Zapraszamy na nią wolontariuszy, marzycieli, sponsorów, darczyńców.

W tym roku niestety nie zrobimy tradycyjnej uroczystości z przyczyn niezależnych od nas. Jednak mamy inny pomysł. Chcemy zachęcić artystów, by nagrali dla naszych marzycieli utwór – czy to w warunkach domowych, czy studyjnych – który kojarzy się im z własnym marzeniem. Może to być utwór ze swojego repertuaru lub też innego artysty, ważne by wiązał się ze spełnionym marzeniem – związanym z karierą, miłością czy innym wydarzeniem w życiu.

Co więcej – tę galę będzie można obejrzeć w internecie. Koszty biletu to tylko 20 zł. Zdecydowaliśmy się na biletowanie imprezy tylko z jednego powodu – dzięki temu pomożemy spełnić kolejne marzenia, a oglądającym taki wkład w pomoc innym nie uszczupli portfela.

To będzie niezwykłe wydarzenie. Warto je obejrzeć i warto śledzić informacje na ten temat. Dzięki temu każdy z nas dołoży swoją cegiełkę do marzenia chorego dziecka. I zapewniam, że każdy z nas poczuje w sobie tę magiczną moc pomagania.